W pierwszym poście pisałem o tym, czy naprawdę powinniśmy cokolwiek rzucać, aby oderwać od rutyny codzienności miasta, przewietrzyć głowę i pobyć w fajnym miejscu, obcując z ludźmi o podobnych do Twoich poglądach. Było też trochę o niedosycie miejsca, wrażeń i doświadczeń, jakie mogą zostawić ciekawe, acz zbyt krótkie wypady w góry.

Tym razem skupmy się na tym, kiedy tak naprawdę można stwierdzić, że stuprocentowo oderwaliśmy się od codzienności, „zresetowaliśmy maszynę” i jesteśmy gotowi do powrotu do naszego codziennego życia?

Gdy kielecka harcerka zaczyna odpoczywać

W swojej krótkiej karierze zawodowej tylko raz doświadczyłem urlopu dłuższego niż dwa tygodnie. Śmiało mogę powiedzieć, że dopiero pod koniec trzeciego czułem się wypoczęty. Zakładam, że łącząc urlop w Bieszczadach z pracą zdalną, sprawy będą miały się jeszcze inaczej. Jednakże, czy na pewno nasze całkowite „oderwanie” jest uzależnione wyłącznie od czasu, jaki spędzamy poza naszym codziennym środowiskiem pracy i rutynowych przyzwyczajeń naszego życia?

Proza życia często nie pozwala tak po prostu rzucić wszystkiego i zostać tam na tyle długo, aby choć raz naprawdę zrozumieć, o co chodziło kieleckim „Wołosatkom”, które śpiewały:

„We wtorek w schronisku po sezonie

W doliny wczoraj zszedł ostatni gość

Za oknem plucha, kubek parzy w dłonie

I tej herbaty i tych gór mam dość”

Stara harcerska piosenka o dosyć smutnym wydźwięku, ale mimo wszystko, niekojarząca się chyba nikomu źle. Jak dla mnie wizja, przedstawiona w piosence, kojarzy się z osiągnięciem tego momentu, kiedy jesteś na tak zaawansowanym etapie swojego podróżowania, że przestajesz zwracać uwagę na sprawy rutynowe w życiu, od których przecież tak bardzo chciałeś uciec, zapuszczając się aż na Koniec Świata. Moment, kiedy zatracasz poczucie, że jesteś absolwentem tego i tamtego, mieszkasz w dużym, średnim lub małym mieście, pracujesz tu i tu, masz doświadczenie w tym i w tamtym. Moment, kiedy liczy się tylko to, z kim w danej chwili spędzasz czas, kiedy deszcz uderza kroplami o parapet, a we wnętrzu swoich dłoni czujesz, jak gorący jest kubek z herbatą i jesteś tu i teraz, w Bieszczadach.

Polski Rambo, Bieszczadzkie Hygge i Kompleks Rdzennie Polski

W moim odczuciu jest to wizja podobna do duńskiego hygge – poszukiwania szczęścia w codziennych, małych przyjemnościach. Tylko czy my naprawdę musimy nazywać nasze szczęście skandynawskimi słowami, bardziej niż stan emocjonalny przywodzącymi na myśl model paździerzowej szafki na buty ze szwedzkich sklepów meblowych? Faktem jest, że termin hygge, ostatnimi czasy, jest bardzo modny w Polsce, czego nie do końca rozumiem. Bo dlaczego ja, trzydziestolatek mieszkający w Polsce, miałbym przejmować patent na bycie szczęśliwym od innej narodowości, skoro mogę zaprojektować swoje własne szczęście tu, w Polsce? Nie będę się zbytnio rozpisywał, ale mamy jakiś cholerny kompleks (a nawet kilka), jako naród i jakoś nie potrafimy doceniać tego, co dobrego mają do zaoferowania inni, bez zatracania się w tych „dobrodziejstwach” i „patentach na życie” bez reszty. Widzę to w ten sposób: każdy może nazywać swoją filozofię szczęścia jak chce, albo może nie nazywać jej wcale, ale przekonanie, że na przykład nasze – polskie szczęście jest mniej warte od innego, cóż, mocno mnie irytuje.

O swoim szczęściu lubię myśleć, jako o Bieszczadowaniu. Bo takie Bieszczadowanie przyniosło mi masę wspomnień, dobrych chwil, nauki i wspaniałych ludzi. Moim zdaniem każdy powinien mieć możliwość doświadczyć chociaż raz tego szczęścia właśnie „po Bieszczadzku”.

Oboje z Loki zdajemy sobie sprawę, że nie uda nam się stworzyć czegoś, co umożliwi osiągnięcie „oderwania od codzienności” absolutnie wszystkim. Chcemy jednak dołożyć swoją cegiełkę do tego, by umożliwić choćby kilku osobom, przyjechanie do nas w Bieszczady, razem ze swoją zdalną pracą. Skoro nam i naszym znajomym właśnie w górach przychodzą często odjechane pomysły, to jesteśmy pewni, że dla innych takie obcowanie z „Piątą Stroną Świata” może nie tylko być relaksujące, ale przełoży się na osiągnięcie wysokiej wydajności zawodowej oraz rozbudzi kreatywność, która czai się za każdym zakrętem.

Chcemy tego, bo dobro trzeba mnożyć i szerzyć, ale przede wszystkim dlatego, że wiemy, że to działa.

(Gaweł)

Dobre pomysły warto mnożyć i szerzyć!Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Pin on Pinterest
Pinterest
Share on Tumblr
Tumblr
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email
Print this page
Print