Podobno dobry plan jest jak wróbel w garści. Niestety wydaje mi się, że nader często jest to dla nas tylko wygodny zwrot, gdy boimy się zacząć marzyć i działać. A co, jeśli taki wróbel — pewniak nie istnieje i czasem zacząć bez planu nie tylko można, ale i trzeba? A może jednak bez planowania ani rusz? I co to właściwie jest dobry plan i od czego zacząć go tworzyć? Pozwólcie, że opowiem Wam trochę o mojej trudnej miłości do planowania.

Zalążek idei Dzikiej Perspektywy chodził za mną od tak dawna, że nawet sam już nie pamiętam, jak wyglądał na samym początku. Wiecie jak to jest — coś tam grało, coś tam dzwoniło, ale nie wiadomo dokładnie, w którym kościele. Kiedy w końcu dotarłem do źródła tego powtarzającego się jak zacięta katarynka echa, byłem przerażony i podekscytowany jednocześnie. Sprawa zapowiadała się na tak ogromną i trudną, że nie podołaliby jej nawet pikselowi komandosi z Contry (to taka gra z lat 80′ na Pegasusa, sorry milenialsi).   

Przez sporą część życia znajdowało się to w mojej strefie marzeń, w formie akademickich biznesplanów na zaliczenie, a teraz powoli ma stać się rzeczywistością. Tylko czy rzeczywistość ma szansę nadążyć za marzeniami? A może marzeniom należy się teraz solidny crash test?

Reality check

To niesamowite, jak absolutnie nic w moim życiu nie sprawiło, że czuję się dostatecznie przygotowany na to, czego się podjąłem. Coworkingowy hostel z dala od wielkich miast i ich wielkich korporacji? Co więcej — coworkingowy hostel w górach?! W dzikich Bieszczadach?! Nadal jestem tym wszystkim mocno przerażony. Ale przecież nie urwałem się z choinki, a sam pomysł nie wpadł do głowy z odmętów czarnej, kosmicznej matni. Dopiero patrząc wstecz na swoje życie, człowiek uświadamia sobie, jak daleko potrafią wynieść go marzenia, które w końcu postanawia zrealizować. Jednak to, czy i jak jest do ich urzeczywistnienia przygotowany — to już zupełnie inna bajka. 😉

Muszę przyznać, że w moim życiu było wiele przygód, a z każdej z wyciskałem tyle nauki, ile tylko się dało. Za mną prawie 10 lat rajdów pieszych i wypadów w góry, jako harcerz i instruktor ZHP, prowadzenie obozu outdoorowego dla dzieciaków w USA, 4 lata pracy jako grafik dla dużej organizacji pozarządowej (w tym praca w online marketingu), asystowanie organizatorowi polskiego festiwalu muzycznego, na który każdego roku zjeżdża się prawie pół bańki osób… Ach, no tak — jeszcze dyplom niezłej, zagranicznej uczelni z zarządzania turystyką i rekreacją.

Super. To do czego podczas remontu jest nam potrzebna inwentaryzacja architektoniczna? No i jak się do cholery miesza beton?!

#Ojezusmariacojarobie

Słowo daję — mam wrażenie, że praktycznie 9 na 10 tematów, z którymi przyszło mi się zaznajomić w związku z remontem w Lutowiskach, są to rzeczy, o których nie mam zielonego pojęcia! To trochę tak, jakby po trzydziestu latach chodzenia na nogach, nagle trzeba przestawić się na chodzenie na rzęsach. Brzmi strasznie? Jest straszne. Ale nie możemy pozwolić, żeby nasze obawy i braki w zasobach nas zniechęciły i zabiły marzenia.

 

Przystanek Woodstock 2016. Mówili, że nie znajdziemy w 17h 50-tysięcy kartek papieru w trzech kolorach. Mówili, że ich nie dowiozą. Ludzie nie podłapią tematu, tego się nie da zaplanować "na spontanie" mówili...


1zł + VAT

Specjaliści od biznesu, startupowcy i biznes-kołcze powtarzają niczym mantrę, że „dobry pomysł na biznes wart jest 1 zł + VAT”. Co chcą przez to przekazać wszystkim zagubionym, podobnym do mnie, początkującym i domorosłym biznesmenom? Otóż to, że sam pomysł nie wystarczy, a żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik, przeciąć wstęgę i odpalić fajerwerki, niezbędna jest dobra reżyseria całego teatrzyku. Jednego jestem pewien — jeśli na pojechane pomysły macie podobnie mało odłożonych środków finansowych jak Loki i ja, to rozsądek podpowiada, żeby zaplanować możliwie wszystko, co w Waszej mocy.

W naszym przypadku scenariuszem do tego przedstawienia będą na pewno:

  • plan architektoniczny,
  • plan etapów remontu / rozbudowy domu,
  • strategia,
  • biznesplan,
  • plan marketingowy.

Jednym słowem — same plany! Jak zatem, będąc zupełnym laikiem w temacie, zaplanować samo planowanie? Czy mając tak mało pojęcia o tym, czego próbujemy się imać, jesteśmy w stanie wypracować idealny, albo choć dostatecznie dobry plan?

A może idealny plan jest niepotrzebny?

 

Euro 2012 - mecz otwarcia. Po raz pierwszy w historii naszej flagi sektorowej wnosimy ją na murawę Stadionu Narodowego. Tylko czy na pewno trzymamy ją w dobrą stronę!? A może skoro ludzie siedzą naokoło to nie ma "dobrej strony"? :)

Biznesowe mądrości pruskiego generała

„Żaden plan bitwy nie przetrwa kontaktu z wrogiem” ~ Stefan „Siara” Siarzewski, „Kiler” (tak naprawdę to nie on, tylko jakiś pruski generał, ale byłoby fajnie, gdyby to był on!)

Do tej pory moje doświadczenia z planowaniem wypadały blado. Po maturze planowałem studia marzeń, na które się nie dostałem i wieku 19 lat z dnia na dzień rzuciłem nudny kierunek na łódzkim uniwerku. Wyjechałem na studia do Anglii i tam, żeby się utrzymać, imałem się różnych prac. Zmywałem, sprzątałem, gotowałem i kelnerowałem. Bywało tak, że kończyłem poranną zmianę w jednej kawiarni, w roboczych ciuchach leciałem na uczelnię, z której gnałem do drugiej pracy na ‘night shift’. Planu nigdy nie było — zawsze był spontan. Wrogiem był zawsze czas i pieniądze, a raczej brak jednego i drugiego. Pomimo nierównej walki – rzeczy posuwały się do przodu w niesamowitym tempie. Ostrożnie i zachowawczo podchodziłem chyba tylko do tematu snu. Skoro i tak czasu było na niego mało, to może po prostu sobie go odpuścić, zakuć i lecieć rankiem na egzamin?  Oj, ciekawe to były czasy…

Improwizator, prestidigitator… organizator?

Pal licho, czego się nauczyłem na salach wykładowym! Studia przede wszystkim nauczyły mnie bycia elastycznym i tego, jak sobie poradzić, kiedy przydałby się szczegółowy plan, ale nie ma na niego czasu, bo trzeba szybko działać (wtedy przeważnie, żeby nie umrzeć z głodu 😉 ). Po skończeniu studiów sprawy się miały podobnie — aby utrzymać się na rynku pracy, w pewnym momencie musiałem się przebranżowić i sprawić, że życiowa pasja stała się chlebem powszednim. Tak oto z absolwenta studiów z „zarządzania leżakowaniem” stałem się kolejno: junior pomagierem w budowie parku linowego, instruktorem kursów udzielania pierwszej pomocy i w końcu grafikiem komputerowym.

Jak widzicie, improwizacja w życiu wychodzi mi całkiem nieźle, natomiast planowanie… Cóż, może po prostu do tej pory z żadnym planem nie było mi „po drodze”. Natomiast dziś potrzeba skrupulatnego planowania jest u mnie większa niż kiedykolwiek. Traktuję to jako osobiste wyzwanie — sam rzucam i sam podejmuję rękawicę!

-"Gaweł, nie chciałbyś pomóc w budowie parku linowego? Ponapinasz kifora, podokręcasz cybanty..." 
- "Jasne że tak!...a jak się kiforuje te cybanty?"

Plany są bezwartościowe, planowanie jest wszystkim

Gościem mojego ulubionego podcastu — „Lepiej Teraz” Radka Budnickiego — był ostatnio Sam Cook – oficer, który brał udział w wojnie w Iraku, a obecnie zajmuje się cyfrowym marketingiem w Polsce (odsłuchać w jęz. angielskim możecie TUTAJ ). Sam Cook opowiadał o wielu ciekawych rzeczach, jednak głównie o tym, jak jego doświadczenia z armii doprowadziły go do miejsca, w którym jest teraz i jakie to ma przełożenie na jego pracę. Mówił bardzo dużo o tym, jak ważne jest w tym wszystkim planowanie, a pod koniec rozmowy z Radkiem dodał: „Plans are worthless, but planning is everything” (tłum. Plany są bezwartościowe, ale planowanie jest wszystkim). Może więc warto jest przygotować plan, nawet jeśli z góry wiemy, że rezultat będzie zgoła inny? Że może być on skazany na niepowodzenie i improwizację? Z takim (nie)idealnym planem pewnie nie uda nam się ominąć wszystkich komplikacji, ale być może z jego pomocą zminimalizujemy szanse na to, że cała praca pójdzie na marne i genialny pomysł stanie się spektakularną porażką?

 

Złe przygotowanie, genialny pomysł, kiepski plan, kreatywne podejście - wszystko jest kwestią punktu widzenia.

Poradniki? Źródła? Cytaty?

Tak, jest ich sporo, ale tak naprawdę, jaką one mogą mieć wartość dodatnią dla naszej sprawy? Oczywiście są na tym świecie mądrzy ludzie, którzy w wielu sprawach będą bardziej doświadczeni ode mnie, ale co najmniej dwie kwestie powodują, że nie będę szukać w nich świętego graala w postaci rad, czy gotowych planów:

  • Nie budują hostelu w górach.
  • Nie są mną.

I nie chodzi o to, żeby na swojej drodze nie szukać inspiracji, czy kogoś, kto rzuci nowe światło na nasz pomysły, wątpliwości i plany życiowe. Wręcz przeciwnie — uważam, że powinniśmy poddawać takim próbom nasze myśli i pomysły tak często, jak tylko się da. Pamiętajmy jednak, że na końcu naszej drogi do osiągnięcia celu nie może stanąć nikt, oprócz nas samych.

Złota rada?

Jeżeli nawet istnieje jakaś złota rada — ode mnie jej nie usłyszysz. Mówię wprost — nie mam takowej. Natomiast staram się powtarzać sobie codziennie słowa, które wypracowały mi się same w toku nabywania doświadczeń:  „Nie bój się marzyć, eksperymentuj i staraj się być na tyle elastyczny, na ile tylko jesteś w stanie”. Od dzisiaj do tej osobistej mantry dodaję: „Miej plan, a najlepiej miej ich ze dwa!”

To oczywiście nie muszą być dobre słowa dla każdego. Nie jestem ekspertem, nie mam zamiaru się na takiego przed nikim kreować i nie po to powstał ten blog. Mogę natomiast napisać trochę o tym, gdzie odnajduję największe wsparcie, gdzie szukam potrzebnych informacji, skąd czerpię inspiracje i co daje mi solidnego „kopa” do dalszego działania — ale o tym już następnym razem!

A Wam jak wychodzi planowanie inwestycji, nowych działań i zmian życiowych? Gdzie szukacie odpowiedzi na wasze wątpliwości? A może wcale nie szukacie? 🙂

(Gaweł)

 

Dobre pomysły warto mnożyć i szerzyć!Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Pin on Pinterest
Pinterest
Share on Tumblr
Tumblr
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email
Print this page
Print