Jaki był nasz plan na majówkę w Bieszczadach? Chcieliśmy uprzątnąć dom, znaleźć majstra, który podjąłby się remontu całego budynku i spotkać z przyjaciółmi. Tymczasem dom udało się ogarnąć w kilka godzin, majster wraz z ekipą zdążyli wyburzyć już kilka ścian i dziś są w samym środku totalnego r… emontu. 😉

 

Zacznijmy jednak od początku. Na żartobliwe hasło zorganizowania pierwszego „ochotniczego hufca pracy” odpowiedziało nam kilkanaście osób, które postanowiły przyjechać na drugi koniec Polski i spędzić majówkę na sprzątaniu, chodzeniu po górach i siedzeniu przy ognisku. To właśnie dzięki nim prace ruszyły z kopyta i kto wie, może jeszcze w tym roku zaprosimy w Bieszczady pierwszych gości?

Kilkanaście par rąk, kilkadziesiąt worków budowlanych i jeden kontener

Przed końcem kwietnia dom wyglądał tak, że raczej nie będziemy go Wam pokazywać, ale wystarczyło kilka godzin i zmienił się nie do poznania. Kilkanaście osób w trzy godziny uporało się z pracami, które od miesięcy śniły nam się po nocach. Kolejny raz okazało się, że słowo „niemożliwe” jest przereklamowane i jego autor chyba po prostu nie miał koło siebie dobrych ludzi.

 

Podczas porządków kilka rzeczy nieźle nas zaskoczyło:

 

  • Okazało się, że w piwnicy wcale nie mamy klepiska, tylko elegancką betonową wylewkę! 😀 Była ona pokryta tak grubą warstwą butwiejących desek, błota, resztek waty szklanej i innych ustrojstw, że nic dziwnego, że przez lata jej nie dostrzegliśmy.

 

  • Drenaż budynku istnieje i chyba nawet działa. Okazuje się, że bieszczadzkie fachury wcale nieźle wykombinowali tę budowę 30 lat temu na samym skraju stromej skarpy.

 

  • Jeśli ktoś z Was myśli, że jeden duży kontener budowlany pomieści graty gromadzone przez ćwierćwiecze – to niech nie gada głupot i od razu zamówi dwa. Lub trzy.

 

  •  Jeśli będziecie mieć do wyrzucenia złom (u nas to były stare grzejniki, pralka frania, jakieś druty i stelaże), to najlepiej znaleźć kogoś, kto to sobie zabierze, odda do skupu i jeszcze zarobi parę złotych. Nie dość, że odbierze to od Was z domu, to jeszcze wyjątkowo łatwo pozbędziecie się kłopotu. Pewnie dla większości z Was jest to oczywistość, ale ja każdego dnia uczę się czegoś nowego. 😉

 

  •  W białych kombinezonach malarskich nie wiadomo, czy sprząta się piwnicę, czy produkuje amfę na całe Podkarpacie. Na szczęście sąsiedzi nie wezwali Policji. Istne bieszczadzkie Breaking Bad.

 

 

Najbardziej uciążliwe i brudne prace zajęły nam tylko dwa popołudnia. Dom został wyczyszczony ze wszystkich gratów i mogliśmy zacząć rozmowy z majstrem.

 

Jak przebiegły te ustalenia, jak w jeden dzień opanować podstawy budowlanki oraz jak robić mądre miny na pytania o szerokość ościeżnic i odstępy między oknami – o tym w kolejnym poście!

 

(Loki)
P.S. Wszystkim, którzy spędzili z nami ten tydzień należą się ogromne podziękowania! Niektórzy zawitali do nas na zaledwie parę chwil, inni poświęcili masę swojego czasu. Jedno jest pewne – bez nich robota szła by zdecydowanie wolniej, na górskich szlakach nie byłoby tak miło, a wieczory nie byłyby tak wesołe. Dzięki raz jeszcze i do następnego! ☀

 

Szybkie foto przed rozpoczęciem robót. Wszyscy piękni i czyści. Długo to nie potrwało.

 

Była też chwila na spacer ścieżką historyczno-przyrodniczą "Trzy kultury" w Lutowiskach.

 

Dobre pomysły warto mnożyć i szerzyć!Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Pin on Pinterest
Pinterest
Share on Tumblr
Tumblr
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email
Print this page
Print